Wrześniowo październikowe denko

Wrzesień i październik były dla mnie bardzo intensywnymi i zarazem stresującymi miesiącami. Dwa remonty, problem z kolesiem, który z dnia na dzień rzucił nam robotą... Nauczyło mnie to jednej mądrości, którą Wam przekazuję: podpisujcie umowy z każdym człowiekiem, który wykonuje u Was remonty! Wtedy macie podstawę, żeby nie zapłacić mu za niewykonanie roboty.. Nas to kosztowało dużo pieniędzy i nerwów, a mnie dodatkowo zdrowia, bo odchorowywałam to przez dobry tydzień... 
Ucierpiał na tym też blog. Wpisy raz w tygodniu, na dwa tygodnie. Tak nie może być! Teraz powoli ma się wszystko uspokajać. Czeka nas jeszcze wymiana okien i malowanie wszystkich pokoi. Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej strony trochę się tego boję. Jest też trzecia strona... Na samą myśl mi się nie chce. Tyyyle sprzątania... :D 
Wracając do tematu denka. Przeciągnęłam je w czasie, bo nie miałam ani czasu, ani siły na to, żeby siąść i je porządnie zrobić. Na szczęście ten czas już przyszedł. Przedstawiam Wam moje dwumiesięczne denko. Nazbierało mi się tego tyle, że szok, ale to dobrze, bo zwolniło się miejsce na półkach. Zdradzę Wam w tajemnicy, że listopadowe denko już zapowiada się "na bogato". Zapraszam Was na prezentację moich denkowych denek <masło maślane> :D 





 Vis Plantis - serum do skóry głowy. Niestety jego termin kończy się za kilka dni, a ja nie zdążyłam go zużyć, dlatego niestety muszę go wyrzucić. 
Pilomax - maska Kamilla WAX jest jedną z lepszych masek, jakie miałam okazję testować. Moje włosy po rozjaśnianiu były okropne: suche, sianowate. Jedynie ta maska, potrafiła sobie z nimi poradzić. Chętnie do niej wrócę. 
Green Pharmacy - szampon pokrzywowy, kojarzy mi się z oczyszczaniem i splątanymi włosami. Tutaj nie dość, że szampon świetnie odświeża, to jeszcze nawilża włosy. Wrócę do niego. 



Biogreen - próbki szamponu i odżywki. Szampon przypadł mi do gustu, świetnie umył włosy. Jednak odżywka się nie sprawdziła. Jest bardzo rzadka i nie dałaby sobie rady z moimi włosami. Nie wiem czy kupię opakowania pełnowym
Vis Plantis - odżywka przeciw wypadaniu włosów. Znalazłam ją w którymś z pudełek InspiredBy. Jest to miniaturka, ale bardzo przypadła mi do gustu. Włosy po niej były sypkie i błyszczące. Na pewno kiedyś kupię pełnowymiarowe opakowanie. 
Marion - fluid na rozdwojone końcówki. Zamówiłam go pod wpływem chwili. Myślałam, że będzie niczym jedwab na moje włosy. Niestety jego rzadka konsystencja nie była w stanie poradzić sobie z moimi włosami. Zużyłam go, bo szkoda mi było wyrzucać całe opakowanie. Nie wrócę już do niego. 
Marion - olejek orientalny, odżywienie włosów. Kupiłam go przed weselem i powiem Wam, że idealnie się sprawdził. Moje włosy go pokochały. Mam zamiar wypróbować wszystkie warianty! 


EcoSpa - glinka Multani Mitti - jest to jedna z lepszych glinek, jakie miałam okazję używać. Dobrze oczyszczała i zapobiegała przetłuszczaniu się skóry. Chętnie do niej wrócę. 
SVR - koncentrat nawilżający. Leżał u mnie w szafie dość długo i tak szczerze mówiąc, nie wiedziałam jak mam się za niego zabrać. Raz użyłam go jako tonik, ale stwierdziłam, że to nie dla mnie. 
Garnier - żel, peeling i maska 3w1. Jest to miniaturka, którą kupiłam w niemieckim kauflandzie. A kupiłam ją z myślą o podróży poślubnej. Wystarczyła na bardzo długo. Świetnie się sprawdzała na mojej skórze. Chętnie kupię duże opakowanie. 
Pharmaceris - krem do twarzy z filtrem SPF50. Ja nie wiem, czy ten krem ma coś w składzie, czy co, ale w ogóle mi nie odpowiadał. Miałam wrażenie, że zapycha mi pory. W ogóle był tłusty i obleśny. Nigdy do niego nie wrócę!


Cashmere - baza pod cienie. Nie używałam tej bazy, ale wiem, że nie zużyje dwóch opakowań do stycznia. 
Maybelline - krem BB. Kupiony już dawno temu, na jakiejś promocji w Rossmannie. Używałam go swojego czasu, ale nie zdążyłam zużyć. 
Revlon - Color Stay. Według mnie, jeden z lepszych podkładów, jakie miałam okazję używać. Dobrze kryje, długo zostaje na skórze, nie ściera się. Jestem mu wierna. Mam jeszcze jedną sztukę, ale pewnie niedługo zrobię zapas. 
KOBO - fixer. Służył mi dość długo. Używałam go głównie na większe wyjścia. Śmierdział jak lakier do włosów i mam wrażenie, że zamiast utrwalać, robił mi skorupę na twarzy. Raczej do niego nie wrócę. 
MUSE - tusz do rzęs erato - świetnie rozdzielał rzęsy, a także je pielęgnował. Niestety lubił się kruszyć. Nie wrócę do niego. 



Skino - męski żel pod prysznic. Zużycie męża. Żel pięknie i świeżo pachniał. Szczerze Wam powiem, że jak się skończył, to trochę mi było szkoda. Grzegorz na pewno kupi następne opakowanie. 
CleanHands - antybakteryjne mydło, które dzielnie służyło ponad miesiąc. Pięknie pachniało i myło dłonie. Szkoda, że nie zostawiało zapachu na rękach. Może kiedyś kupię. 
Dove - kokosowy żel pod prysznic, był jednym z ładniej pachnących żeli. Kupiłam go w Niemczech i żałuję, że wzięłam tylko dwa opakowania. Towarzyszył mi w dzień ślubu i w podróży poślubnej. Mam do niego ogromny sentyment. Na pewno go kupię, najlepiej w ogromnym opakowaniu ;)
Playboy - żel pod prysznic. Jego również kupiłam w Niemczech, za namową koleżanki. Ładnie pachniał, kojarzył mi się z wodą toaletową. Jednak to nie jest zapach, jakiego wymagam pod prysznicem, dlatego raczej już do niego nie wrócę. 




Adidas Climacool - antyperspirant, którego Grzesiek używał bardzo namiętnie, przez blisko miesiąc. Mając na uwadze, że antyperspiranty w kulce są bardziej wydajne, chyba do niego szybko nie wrócimy. 
Earth Salt - ałun. Ostatnio złapałam fazę na antyperspiranty w sztyfcie. Te żelowa długo schną, dlatego stawiam na te suche. Będąc na promocji w Rossmannie i po przeczytaniu etykiety, wrzuciłam do koszyka ten ałun. Wydałam na niego 20 zł i miał wystarczyć na rok użytkowania. W domu zrobiłam wszystko zgodnie z instrukcją na opakowaniu, a pod pachą po za wodą nie miałam nic... Zrobiłam do niego podejście drugie i to samo, dlatego opakowanie zobaczyło kosz. Nigdy, przenigdy do niego nie wrócę. 
Lady Speed Stick - antyperspirant. To ten, który mnie do siebie przekonał. Może nie chroni idealnie przed potem, ale teraz kiedy jest chłodniej, sprawdza się bardzo dobrze. Na pewno do niego wrócę. 



Le Petit Marseillais - mleczko nawilżające. Kocham ten zapach, a parafina w składzie w ogóle mi nie przeszkadza. To moje drugie opakowanie, ale już wiem, że do niego wrócę. 
Lirene - balsam z SPF50. Używałam go chwile po tym jak odwiedziłam dermatologa, a to było rok temu i długo stał. Jednak wiem, że po roku filtry wyparowują, dlatego balsam jest nieużyteczny. 
Olive - krem do rąk. Odkąd przeprowadziłam się do Grześka, zaczęłam kremować dłonie. Nie wiem czy to wpływ wody, czy co, bo moje dłonie prawie cały czas są suche. A ten krem wykończył Grzesiek z moim szwagrem, jak gipsowali ściany. Świetnie nawilżał i szybko się wchłaniał. Kiedyś kupimy. 
Mokosh - olejek eukaliptusowy. Miałam kilka olejków eterycznych o tym zapachu. Mam problem z zatokami i niejednokrotnie kropiłam nimi poduszki. Niektóre pachniały nawet kilka dni, a ten kilka godzin. Niestety nie wrócę do niego. 
Delia Good Foot - kąpiel perełkowa. Najpiękniej pachnąca kąpiel dla stóp, jaką miałam okazję używać. Stopy po niej były miękkie, odprężone i nawilżone. Uwielbiam. Bardzo chętnie do niej wrócę!



LomiLomi - maska witalizująca z granatem, jest to maska w płachcie, za całe 5 zł z Hebe. Kupiłam dwie sztuki, z myślą o skórze w dniu ślubu, ale wtedy z braku czasu użyłam czegoś innego. Pierwszą zużyłam jakoś na przełomie czerwca i lipca, a drugą dopiero we wrześniu. Tak mi przypadły do gustu, że mam ochotę zakupić całą serię. Bardzo polecam! 
Lirene - witaminowa maska intensywnie nawilżająca. Ją również kupiłam przed weselem, z myślą o nawilżeniu skóry. Ale kiedy doczytałam, że ma w składzie parafinę, wolałam jej wtedy nie używać. Teraz zaryzykowałam i w zasadzie nie było źle, ale już raczej jej nie kupię...
Perfecta - peeling drobnoziarnisty i peeling gruboziarnisty. Za marką Perfecta nie przepadam, ale te peelingi to mistrzostwo! Jak nie miałam dostępu do tubki z innym peelingiem, to korzystałam z tych. Jest to strzał w dziesiątkę. Świetnie usuwają martwy naskórek, zwiększają ukrwienie i pobudzają skórę do przyjmowania składników aktywnych z kremów czy masek. Bardzo je polecam!
Yankee Candle - Black Plum Blossom, niby to zapach wiosenny, idealny dla każdego umilacz. Chętnie do niego wracam.
Reszta to próbki, a nad nimi nie będę się rozwodzić. 

Jest tu kilka perełek i trochę bubli. Cieszę się, że się tego pozbywam. Nazbierał się prawie cały worek na śmieci. A ja widzę, ile tak naprawdę zużywam. 
Dzięki pisaniu denek, nauczyłam się zużywać kosmetyk do końca i dopiero wtedy otwieram nowy. Jest to pewnego rodzaju terapia. A Wy? Denkujecie kosmetyki i dopiero wtedy otwieracie nowe opakowanie? Czy macie kilka otwartych? 

Pozdrawiam! 



16 komentarzy:

  1. mimo strasznego smrodu serum z Vis Plantis dobrze działa, szkoda tylko, że ma tak krótką przydatność i u wielu dziewczyn podzielił los Twojego kosmetyku

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No szkoda, szkoda ;c ale co poradzić ;c

      Usuń
  2. Nie opisałaś produktów z jednego zdjęcia (tam gdzie jest Pharmaceris 50) ;) Niewiele produktów z Twojego denka miałam okazję poznać ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że zwróciłaś mi uwagę :D dziękuję <3 już poprawiłam :D

      Usuń
  3. Ten produkt 3 w 1 od GARNIERA dobrze znam i sama często używam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja nadal otwieram kilka produktów naraz, ale i tak nie tyle co kiedyś :D
    Ładne denko ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. świetne denko! też się tego nauczyłam, w ogóle nie lubię jak mam za dużo rzeczy pootwieranych :(

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja w opublikowałam moje pierwsze denko właśnie za październik (serdecznie zapraszam do lektury ) i musze przyznać, że jak się na bieżąco wyrzuca opakowania to w sumie nie widać ile tego się zużywa.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  7. Spore denko! Z więkkszościa nie miałam do czynienia :)

    OdpowiedzUsuń
  8. O kurczę, duże denko :) I nic nie miałam okazji sprawdzić. U mnie zaledwie kilka pozycji z wielu miesięcy

    OdpowiedzUsuń
  9. ale piękny talerzyk no i spore denko :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Szkoda, że ałun się nie spisał bo ciekawił mnie ten produkt.

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja akurat mam tak że jakbym miała się przeprowadzać do nowego to z chęcią mi się sprząta gorzej później :D Perfecta - peeling drobnoziarnisty i peeling gruboziarnisty mam i bardzo bardzo lubię, wracam do niego co jakiś czas ma przepiękny zapach jak dla mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Twoje denko robi ogromne wrażenie! Maseczki w płachcie LomiLomi bardzo mnie kuszą :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Sporo zużyłaś :) Ja mam czasem kilka produktów otwartych,ale dlatego ze lubię róznorodność i są to szampony, zele pod prysznic czy balsamy do ciała :) No i max po dwa :D

    OdpowiedzUsuń
  14. a ja uwielbiam się z tym fixerem z Kobo! ;D

    OdpowiedzUsuń

Jestem wdzięczna za każdy komentarz.
Wpadaj częściej! :)